Menu

Limeryknięcia

czyli wiadomości z Królestwa Limerick

Togo

immanuela

Pewien premier Tobago i Togo

Nieustannie zajmował się jogą

Lecz raz (sprawa nabrała rozgłosu)

Splątany w pozycji lotosu

Ustawę podpisał swą nogą.

Świątecznie w Kętach

lee-merrick

Jeśli przejedliście się w Święta, wiedzcie, że nie byliście sami.

Pewna poetka w Kętach 
tak się obżarła w Święta 
barszczu i bigosu, 
i grzybowego sosu; 
o kaczych nie wspomnę nóżętach.

Pewna poetka w Kętach 
tak się obżarła w Święta 
że kiedy za stołem 
wstawała z mozołem 
to z boków sterczały jej pęta.

Pewna poetka w Kętach 
tak się obżarła w Święta 
kto by uwierzył 
że trzy kilo jeżyn 
a ona cała wydęta.

Pewna poetka w Kętach 
tak się obżarła w Święta 
ciastem aż po uszy 
że głosem nie ruszy. 
Milczy więc jak zaklęta.

Tylko stąd te jeżyny w grudniu?!?

Limeryturniej nieustający

lee-merrick

Limeryturniej* polega na tym, że ktoś rzuca wyzwanie, tzn. hasło, obejmujące pierwszy wers, albo dwa pierwsze wersy, albo jeszcze inaczej sformułowane zadanie, a wszyscy chętni (nie piszę "wszyscy inni", bo pomysłodawca też może) układają pełne limeryki. A jak kto wymyśli, to podaje. Zarówno wyzwania, jak i gotowe limeryki można podawać w komentarzach (oczywiście jak się komuś dużo naskłada albo jak wyzwanie zostanie rzucone i/lub podjęte gdzieś poza blogiem, to można potem przyjść z gotową partią materiału i założyć od razu gotową notkę, tak jak tu czy tu).

A jak się skończy miejsce albo przestanie być wygodnie, to się założy nową notkę.

*ale nazwę wymyśliłem...

Onuce w Banialuce

bartoszcze

Choć może "w Banja Luce" byłoby poprawniej, ale zadanie było dokładnie tak podane. No to proszę co zostało stworzone.

Dżentelmen raz w Banialuce
Kupił paradne onuce 
Lecz z poranną rosą
Z domu wyszedł boso
Mówiąc  „ubiorę, gdy wrócę”

Dżentelmen raz w Banialuce
Kupił paradne onuce
Lecz kiedy do drzemki
Zdjął w sadzie ciżemki
To dziurę wygryzły mu kuce.

Dżentelmen raz w Banialuce
Kupił paradne onuce
Lecz nie nosił ich wcale
Bo był w piętach za maly
Nim urośnie, mole zjedzą onuce.

(ostatni autorstwa Martuuhy

Świąteczne wykopki

lee-merrick

Wygrzebano, autorów różnych. Niektóre na tzw. faktach autentycznych.

Raz jeden tłumacz z Chorzowa
Przed zimą tak bardzo się schował
że nakryty kocem
ranki, dnie i noce
Wciąż się zastanawiał gdzie nogi, gdzie głowa.

Nadepnął facet w Pendżabie
Na oparte na baobabie grabie
Choć przeżył cztery wojny
Aż dotąd był przystojny
Lecz oczka ma teraz żabie.

Miejscowość Oex, gdzies pod Vendom
Obrosła spami* co dla boów** są
I leżą w spach tych sobie boy
Odwylinione i wesoły
I gra im słodko pan Proudhomme

Kochał się facet z Bilbao
W przewodniczącym Mao
Pisał był o nim wiersze
Najszczersze i najszersze
Lecz nic mu to nie dao.

Pewien don Pedro z prowincji Jujuy
Z sensem rymów nierówny wiódł bój
No bo jak z sensem „motyl”
Gdy w zleceniu jest „trotyl”
W Argentynie limeryczyć to znój

Pewien Meryk z Królestwa Limerick,
prawdę mówiąc, straszny z niego choleryk
a jak się nabzdyczał,
to parował i syczał.
Więc w obłokach wciąż bujał ów Meryk 

*w mianowniku liczby pojedynczej: spa
** w mianowniku liczby pojedynczej: boa 

Jeszcze zakurzone helweciaki

brezly

Za ucieczkę bankier Lerf z Wintherthur
Banknoty swe stawiał pod mur
Wydać portfel nasz wrogom
Zbrodnią jest straszną i srogą
Za dezercję w wodny znak kula i sznur!


Pan Jörg Oggi z kantonu Zug
Lubil jadać  jak we Francji Bóg
Zimokowie znalezili radę:
"Won stąd, za Röstigraben!"
Nie postanie w Zug żadna z twych nóg!

 

http://en.wikipedia.org/wiki/R%C3%B6stigraben



Autorkę trzeba zaprosić

brezly

Była kiedyś z nami, muszę się do niej dokopać.

 

Krągła Kasia spod Zawichostu
Miała biust pozbawiony zarostu
Co wprawiało w zdumienie duże
Był on bowiem wykuty w marmurze
I przedstawiał Lenina po prostu.

Pewna mila panienka we Flandrii
Chciala poznac raz smak poliandrii
Teraz glosno wszystkiemu zlorzeczy
Gdy przy dzwiekach transmisji meczy
Pierze skarpet splatane meandry

Z pogróżką dla piratów

bartoszcze

W Koziej Górze Krajeńskiej[1]
Lew smokowi (płci żeńskiej)
Cap! dziewicę.[2] Potwora
rzekła: „Prawa autora
Łamiesz wbrew konwencji berneńskiej!" 

[1] dzięki, ciociu Wikipedio, umożliwiłaś dostosowanie tekstu z roku 1995 do wymogów formalnych gatunku
[2] choć w 110-osobowej wsi statystycznie trudno może być taką znaleźć

Nieżywięć II

brezly

Dumny z się mąż tęgi ze wsi Nieżywięć [1]
Głosił wciąż: szczęsnym gdy dybię a dybięć!
„Obiecujęć, me dziewczę mirażowe, zamęście
Zaliżś gwiezdnym smoczęciem [2] czy po prostu mym szczęściemś?”
Zmęczeniowych z dybania moc miałż pęknięć i wygięć

[1] Na północ od Podzamku Golubskiego, między Niedźwiedziem a Kawkami
[2] No co?

© Limeryknięcia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci