Menu

Limeryknięcia

czyli wiadomości z Królestwa Limerick

Wpisy otagowane : turniej

Gdzieś w wolsztyńskim powiecie...

lee-merrick

"Na stacji Chandra Unyńska, gdzieś w mordobijskim powiecie..." O, przepraszam, trochę myślami zostałem wśród Klasyków, a tu już notka się pisze.

Więc tak się, proszę Państwa, złożyło, że eksplorowaliśmy wirtualnie, sentymentalnie i prześmiewczo okolice Wolsztyna (lasy, jeziora, parowozy, pyry, te rzeczy), aspekt prześmiewczy był spowodowany pomysłami jednego księdza, że tak już przyszłe notki antycypuję. Kiedy zaś dowiedzieliśmy się, że w okolicach znajdują się tak zacne miejscowości jak Boruja Kościelna i Barłożnia Gościeszyńska... no jakoś nie zachowaliśmy powagi wymaganej od osób dojrzałych wiekiem.

W centrum Gościeszyńskiej Barłożni
Widywano stada nałożni(c),
Lecz wraz z nimi położne,
Więc postawy ostrożne
Przyjęli chutliwi wielmożni. 

W centrum Gościeszyńskiej Barłożni
Widywano stada nałożni(c),
Które tam, popatrzcie sami,
Zwano tam "narzutami"
Bowiem ludzie w Barłożni pobożni.

W centrum Gościeszyńskiej Barłożni
Widywano stada nałożni(c)
Zaś w Kościelnej Borui
Objawy są niedoboru i
Do Barłożni rwą stamtąd wielmożni.

Za turniejowe wyzwanie odpowiada Immanuela. Za podjęcie odpowiadają kolejno: Bartoszcze, Brezly i.. Immanuela.

Do wielkopolskich za..kątków będziemy powracać!

Ekonomika stosów komunalnych

lee-merrick

Kiedyś obiecywaliśmy powrót do tematyki gminno-fiskalnej. Przy poprzednim zgłębianiu tych problemów pojawił się interesujący aspekt poszukiwania oszczędności finansowych w dziale budżetowym "Wydatki na palenie wiedźm(ów)". Brezly tak się tym pomysłem rozochocił, że zaprosił do bardziej szczegółowych analiz sytuacji w gminie, oczywiście pięciowierszem.

Naczelnik gminy K. nad Osobłogą
Wiedźmy na stosie palił o wiele za drogo.
Mawiał: "Cena wysoka,
Ale gdybym miał smoka,
To spalić bym nawet mógł Khala Drogo!"

Naczelnik gminy K. nad Osobłogą
Wiedźmy na stosie palił o wiele za drogo.
Controlling zaś, co lepiej wie,
Rzekł: "outsourcing lub PPP!*"
Pismo swe formułując dość srogo.

Analizowali Bartoszcze i Brezly.

*PPP - partnerstwo publiczno-prywatne

Laktywacja

lee-merrick

Złe (jesienne) wiatry przywiały nam w oczy słowo "laktywistki". Gdyby ktoś był (jak my dotąd) niezorientowany, to powiem, że chodzi o panie promujące (aktywistki) karmienie piersią (laktacja, jeśli się nie mylę), mają nawet swój kwartalnik. A że limeryści wyssali złośliwość z mlekiem matki... to rzucenie hasła nastąpiło raz-dwa.

Pod kaplicą, koło Królewskiej Wistki
Zbierały się w równonoc laktywistki.
Jedna drugiej i trzeciej
Wykrzyczała, jak dziecię
Ma wykarmić bez użycia kopystki.

Pod kaplicą, koło Królewskiej Wistki
Zbierały się w równonoc laktywistki.
Księdza aktyw miejscowy
Miał z tym niezły ból głowy
I w ruch szły kije, taczki i gwizdki

Pod kaplicą, koło Królewskiej Wistki
Zbierały się w równonoc laktywistki
Ot, na partyjkę wista
żadna tam siła nieczysta.
Tylko w szatni wisiały ichnie figowe listki.

Pierwszym limerykiem debiutuje na blogu Tu-Maria (witamy serdecznie), a towarzyszą jej Brezly i Jehonala.

Kot... niejeden ma stan

lee-merrick

Dzisiejsze (dziś publikowane) limeryki powstały w związku z bardzo filozoficznym pytaniem literacko-naukowym, które brzmiało: 
A CO BY BYŁO GDYBY KOTEM SCHROEDINGERA BYŁ KOT Z CHESHIRE?

Stałym bywalcom bloga nie trzeba tłumaczyć, co to kot Schroedingera i kto to kot z Cheshire, a jak ktoś nie wie, ten bez trudu znajdzie odpowiedż u Wujka Gógla i Cioci Wiki. Stali bywalcy uderzyli w struny swych lutni... no, może przesadziłem... i przedstawili swoje Kocie Opowieści.

Z tajemniczym uśmiechem kot z Cheshire
W domowe się udał pielesze,
I niczym kot Schroedingera
Wziął był i zniknął. I tera
Ślą za nim rozpaczliwe depesze.

Z tajemniczym uśmiechem kot z Cheshire
W domowe się udał pielesze.
Na to kot Schroedingera
myśli sobie, "cholera,
widać mnie, więc się może uczeszę" 

Z tajemniczym uśmiechem kot z Cheshire
W domowe się udał pielesze.
W nosie miał czy kot S.
Jeszcze zdechł czy już jest -
"Uśmiech już jest przy misce, więc się spieszę!"

Kota doświadczali: Immanuela, Słoneczko, Brezly.

I tak, Cheshire czyta się tak, że się rymuje i rytm trzyma.

Konińskie erotyki drabinowe

lee-merrick

Jest wieczór, dzieci poszły spać (a przynajmniej powinny), więc można pozwolić sobie na ciut więcej swobody. Pamiętacie jeszcze panią A. z Konina? W sumie nieważne czy była z Konina, na pewno była w Koninie i to na drabinie. Chyba nikt nie jest zdziwiony, że limeryści mieli skojarzenia co najmniej voyeurystowskie?

Pani A. w mini w Koninie
stanęła raz na drabinie.
Zawiał wiaterek,
Czterech literek
Widok niejedną szyję zawinie.

Pani A. w mini w Koninie
Stanęła raz na drabinie.
Przechodnie spojrzawszy w górę
Krzyknęli zgodnym chórem:
"Cóż za soczyste brzoskwinie!" 

Pani A. w mini w Koninie
Stanęła raz na drabinie
Lecz jak orzekł był rabin
Że to raczej był drabin
Więc mu stanął przy tej signorinie.

Koło drabiny stali: Łosiu, Phoca, Immanuela.

Gatki i podatki

lee-merrick

Piszą ostatnio na świecie, że podobno podwyższane podatki to potrafią szkodzić (Japończykom zwłaszcza). Limeryści wiedzieli o tej zasadzie wcześniej, czemu dali dowód w ubiegłych tygodniach. A nawet... kilka dowodów.

Zacny naczelnik gminy Gatki
Podwyższyć kmiotkom chciał podatki.
Zrobili ankietę
Złapali sztachetę
I rosną na nim już kwiatki.

Zacny naczelnik gminy Gatki
Podwyższyć kmiotkom chciał podatki.
Nie wystarczył mu VAT,
Chciał podatku od kwiat-
ków lecz spotkał się z oporem matki.

Zacny naczelnik gminy Gatki
Podwyższyć kmiotkom chciał podatki.
Krzyknęli w akcie oporu:
"Odstraszy to inwestorów!
Tnij pan na wiedźmów palenie wydatki!" 

Dowodzili: Immanuela, Bartoszcze, Brezly.

Tematyka gminno-fiskalna powróci.

Debiut pod pijanym wielbłądem

lee-merrick

Przedstawiając poprzednią porcję limeryków biologicznych, podpowiedziałem, że pojawił się tam punkt wyjścia do kolejnej limerycznej dygresji. Łosiu zasugerował, że wielbłądy uczestniczące w zabiegach czy też eksperymentach mogły być nietrzeźwe - no i nietrudno się domyślić, że wątek rozalkoholizowanych zwierzaków szybko zyskał na popularności.

Dwa pijane wielbłądy z Okęcia 
Serkiem topionym leczyły swe wzdęcia.
Wtem ekolog zza płotu wyskoczył, 
Krzycząc: "Normę tu pan przekroczył! 
Emisja gazów jest nie do przyjęcia!"

Dwa pijane wielbłądy z Okęcia 
Serkiem topionym leczyły swe wzdęcia. 
Lecz miast brzuchów powięzy 
garby im sie zaklęsły 
O skutku ubocznym nie mając pojęcia.

Powyższymi opowiastkami debiutuje dziś na blogu Pani Fiori. Inni dołączą następnym razem.

(muszę sprawdzić, czy gdzieś nie zapisałem jeszcze paru starszych opowiastek o pijanych zwierzakach)

...rewia na drabinie

lee-merrick

Dziś ciąg dalszy opowieści o pani co w Koninie stała na drabinie. Tak ciutkę bardziej szafiarsko, a na pewno lajfstajlowo.

Pani A. w mini w Koninie
stanęła raz na drabinie.
Pod mini miast ładne majteczki
gaciory były w kropeczki -
ta wieść teraz w eter niech płynie.

Pani A. w mini w Koninie
Stanęła raz na drabinie,
A widok z parteru
Godny orderu
I Oscar jej chyba nie minie. 

Pani A. w mini w Koninie
stanęła raz na drabinie.
Lecz czy tak damie przystoi?
Bo chłopcu, co w dole stoi,
zbyt szybko radość nie minie.

Pod drabiną stali: Słoneczko, Immanuela, Łosiu. Kto jeszcze stał i co widział - o tym innym razem.

Miniatury w Koninie...

lee-merrick

Nie wiem, kim jest pani A.
Nie wiem, skąd wzięła się w Koninie.
Nie wiem, dlaczego na drabinie.
Ale czy kiedykolwiek takie drobiazgi potrafiły powstrzymać przed limerykowaniem?

Pani A. w mini w Koninie
stanęła raz na drabinie.
Uratowali ją strażacy
I po godzinach pracy
Piknik zrobili przy żurawinie

Pani A. w mini w Koninie
Stanęła raz na drabinie.
Drabina zaś, żona draba
Nie była z tego zbyt rada
I leży teraz pani A., tam w wędlinie.

Pani A. w mini w Koninie
Stanęła raz na drabinie.
Miejsca było mało,
Więc mini zjechało
I parkuje teraz przy młynie.

Miniaturyzowali: Łosiu, Brezly, Bartoszcze.

Jeżeli spodziewaliście się innych konceptów, skojarzeń... zaczekajcie na dalsze odcinki.

Z serem topionym wśród zwierząt

lee-merrick

Taa-aak. No więc jeśli ktoś pamięta niedawny wykład biologii, to... dobrze, bo się przyda, a kto nie pamięta lub jeszcze zgoła nie zna, niech idzie przeczytać, żeby nie siedział ciemny jak tabaka w rogu. 

W każdym razie była taka sytuacja, że debatowaliśmy nad wielofunkcyjnością sera topionego (w opakowaniu lub bez), i - poniekąd na cześć Pani Biolog i jej ostatnich prac badawczych (nie wyciągajcie zbyt daleko idących wniosków co do ich przedmiotu) - ktoś zaproponował wykorzystanie sera topionego do zatykania żwacza u jakiegoś przeżuwacza. Po paru fachowych uwagach Pani Biolog zebrało nam się.. no właśnie, na rymowanie.

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz.
Mimo jej wysiłków 
Ciągle gdzieś przy tyłku
Szczelina pozostawała acz.

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz.
"Ej, tak zatykać księgi*
Mniej by było mitręgi
A tak tyram, no patrz pan, no patrz..."

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz
Swoim dromaderom.
Aż rzekły: "Ty cholero
Odpierniczyć od nas się racz!"**

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz,
Lecz krowa z limeryka
Topionego sera unika.
Damo miła, lepiej za łąką jakąś patrz.

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz.
Spytała wiec przyjaciela,
Jak serem zapychać camela -
By nie miał ochoty na płacz.

Zwierzętami zajmowali się kolejno: Bartoszcze, Brezly, Immanuela, Łosiu i witany serdecznie na blogu Tutejszy.

*osoba, która mimo wszystko nie przeczytała wykładu, jest proszona o udanie się do sali 325... do poprzedniej notki, bo nie zrozumie - chyba że jest biologicznie kształcona
**widocznie ser był jakiś nie całkiem, bo dromadery na co dzień są bardzo grzecznymi i dobrze wychowanymi zwierzętami 

© Limeryknięcia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci