Menu

Limeryknięcia

czyli wiadomości z Królestwa Limerick

Wpisy otagowane : freestyle

Z życia matki

lee-merrick

Czasem staramy się tu na blogu dostosować do otoczenia - jak jest święto to piszemy świątecznie, jak jest piątek to piszemy piątkowo... Dziś kalendarz podpowiada że jest Dzień Matki, nie jest to dzień który się limerykiem łatwo uwiecznia, więc zrobimy takie obejście i ograniczymy się do limeryka Marty Andersson z matką w roli głównej.

Młodą matkę nękają sąsiedzi
Pytaniami czy synuś już siedzi.
"Ależ nie, w naszych czasach,
Najpierw dają w zawiasach!"
Odpowiada uprzejmie gawiedzi.

O życzeniach oczywiście nie zapominamy.

Kochać każdy może

lee-merrick

Chyba nikt temu nie zaprzeczy, prawda? No każdy może. Stary, młody, chory, zdrowy, nietypowy. Dziś dzień wszystkich zakochanych, bez względu na to kim są.

Wiedzeni tą myślą podzielimy się teraz limerykiem Anuli King, która nie zapomniała i o tych... najmarniejszych. I co że fristajlowo.

Tasiemcowa mężowi na uszko
szepce: "Rozbrój się, moje cacuszko,
wszak to rzecz oczywista,
że dziś glista a vista
się w różowe ułoży serduszko"...

Grabarz grabarzowi nierówny

lee-merrick

Wśród radosnej twórczości poświęconej wampirom, umarlakom i straszydłom nie z tego świata jakoś tak często gęsto pojawiał się motyw grabarza, taka jakby dygresja. O grabarzu już parę razy było, ale dziś będzie jeszcze bardziej. Bo też, proszę państwa, grabarz grabarzowi nierówny. Limeryk limerykowi też, proszę zwrócić uwagę na odrobinę freestyle'u na jaką sobie dziś pozwalamy.

Tu leży grabarz. Jego ego
w Raju się bawi w chowanego
z gderliwą żoną,
też tu złożoną,
bo chciała do Zakopanego. /Adam Gwara/

Klnie wciąż grabarz spod Qasigiannguitu,*
Że do pracy mu brak dynamitu.
"Tańsze będą pochówki
Przy użyciu lodówki
Lub w przerębli, kopać tak to do kitu!" /Brezly/

*to na Grenlandii

Tunel do alkoholu

lee-merrick

Do alkoholu to się raczej ma pociąg, ale że pociąg często jest w tunelu (zwłaszcza kiedy jest światłem w tunelu), to myślę, że to przejście jest całkiem uzasadnione. To ja już teraz będę poważny (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać, albo przynajmniej nie chciałem).

Więc* jak niektórzy może pamiętają, znaleziono w kosmosie chmurę złożoną z alkoholu (kto nie pamęta, niech czyta). Jako że chmura ta od nas dość daleko, ktoś wyraził tęsknotę za tunelem czasoprzestrzennym (nazywanym po angielsku wormhole, dziś młodzież po angielsku lepiej jak po polsku), dzięki któremu byłoby bliżej, bo na skróty. No i paru stęsknionych wyraziło swe pragnienia traktując wormhola jak swego.

Dwóch astronautów gdzieś w wormholu
Nieopodal monopolu
Misję planowało kosmiczną
(Wielką, międzygalaktyczną),
By polecieć na wielką chmurę alkoholu.

Dwoch astronautów zapiwszy ciutkę
Słomki ciągnęło, który po wódkę
Do pobliskiego skacze wormhola.
Na Wanię padło, psia jego dola,
Sto lat zabawił tam przez minutkę.

Przy tematach alkoholowych fristajl jest jak najbardziej. Tęsknili Łosiu i Łukasz.

*nie zaczyna się zdania od "więc"

Turniej taki fristajlowy

lee-merrick

W poprzedniej notce enigmatycznie pisałem, że Phoca zadebiutowała na blogu "bardziej". Bardziej, bo nie tylko napisała debiutancki limeryk, ale sama wymyśliła i zaproponowała frazę, która zapoczątkowała turniej. I co z tego, że fraza była freestylowa, limeryki dzięki temu też takie były (a może nawet.. bardziej).

Raz student w rewolucyjnym czynie
postanowił utknąć w waginie.
I choć zastęp strażaków
Trudził się, to wciąż żak ów
Siedzi w środku, póki - twierdzi - nie zginie.

Raz student w rewolucyjnym czynie
postanowił utknąć w waginie.
Umościł się wygodnie,
zapobiegawczo zdjął spodnie,
Niestety, wnet zasnął i wymiękł 

Raz student w rewolucyjnym czynie
Postanowił utknąć w waginie
Utknął dzięki swej klindze
W tej waginie, w Tybindze
Chyba utną mu, biedaczynie!

Fristajlowali: Bartoszcze, Jehonala, Immanuela

Waginalni debiutanci

lee-merrick

Legenda była w poprzedniej notce - limerykowaliśmy o studencie, który utkwił we wnętrzu kamiennej rzeźby (say no more!). Dziś ciąg dalszy tego, co z tej okazji powstało - wyłącznie w wykonaniu debiutantów.

Raz student w rewolucyjnym czynie
postanowił utknąć w waginie.
Lecz mimo że marmurowa
Nie była na niego gotowa.
Tak łatwo się z niej nie wywinie!

Zdarzyło się żakowi fajtłapie, 
W kamiennej zakleszczyć kuciapie,
A gdyby nie strażacy
Nie wyszedłby cacy, 
I tkwił dalej, jak na kanapie.

Debiutowali kolejno: Phoca i Boomerang (Phoca nawet bardziej, ale dlaczego, to się wyjaśni następnym razem). Na razie fristajlowo, ale z czasem może spróbują formy klasycznej.

Kaczuszka i koteczek

lee-merrick

Tym razem zadanie było nietypowe - Zvolowaty wrzucił obrazek i kazał ilustrować.

kaczusia i koteczek

Sam zresztą się nie uchylał, choć nieco freestylowo:

Raz kaczuszka puszysta przemiła
Się kocięciu do łapki przylepiła.
Kotek prosił, namawiał,
Konstruktywnie rozmawiał -
Sprawa wciąż pozostaje zawiła

Dołączył Łukasz:

Miły kotek raz z kaczką se siedział
łapką w puchu robiąc jej przedział
Lecz dość tego pieprzenia
wszak to faktu nie zmienia,
że nie ma limerka bez śledzia! Ł.*

Immanuela podsumowała klasycznie:

Pewna kaczka z Pancernych Studzianek
Chciała z kotkiem spędzić dziś ranek
"Będzie miło, kaczuszko"
Rzekł kot drapiąc ją w uszko
"Lecz potrzebny pieprz, sól, majeranek..."

*patrz tutaj

Śledziowy fristajl

lee-merrick

Na blogowy użytek przyjmiemy, że freestyle oznaczać będzie limeryki odbiegające od wymogów kanonicznych - w tym przypadku przede wszystkim pomijające wymóg nazwy geograficznej na koniec pierwszego wersu. 

A że przy okazji jednego z turniejów Łukasz poszalał fristajlowo, to dziś będzie jedynym bohaterem wpisu.

Młody pociąg ruszywszy ze śledziem
zorientował się, że jedzie i jedzie
lecz SOK śledzia wykopał i w rejdżu*
tak obwieścił na swoim fanpejdżu
"śledziem pociąg nam jechać nie bedzie!"

Młody śledź w pociągu siedzący
czekoladą się smarnął niechcący.
By zobaczyć ów śledzia**
cały pociąg się zledział** 
taki obraz był to kojący

*patrz: rage, w końcu to fristajl
**fristajl gramatyczny 

© Limeryknięcia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci