Menu

Limeryknięcia

czyli wiadomości z Królestwa Limerick

Wpisy otagowane : biologia

Miłość blondynki w Walentynki

lee-merrick

Kontynuując nasz cykl walentynkowy (jeśli poprawne byłoby zapisanie ostatniego słowa wielką literą, to proszę się nie krępować i zwrócić nam uwagę), przejdziemy do opowiastki miłosno-fizjologiczno-chemicznej. Proszę nie pytać Adama Gwary, czy ma numer do tej blondynki.

U blondynki w Walentynki
coś wydziela się z szyszynki,
wzrost wstrzymując gonad,
od lat pięciu ponad,
przez co minę ma kretynki.

Uczy, bawi, wychowuje...

lee-merrick

Limeryk pełni wiele funkcji. Że uczy, to przekonywaliśmy tu wiele razy limerykami z zakresu choćby biologii czy fizyki. Że wychowuje - też się na pewno znajdzie.. A że bawi, to chyba nikogo nie trzeba przekonywać. 

Rzuciła nam dziś Magda Bas limeryk o funkcji edukacyjnej. Z zakresu... no zgadnijcie sami!

Pewien drukarz, co żył pod Valencią,
miał poważne problemy z pamięcią.
Chodził po korytarzach
i się przy tym obnażał,
aż na koniec wydłubał go dzięcioł.

Biologia, a jakże! Plus leśnictwo.

Konferencja naukowa czyli dron i krowa

lee-merrick

Tak się złożyło zupełnie nieoczekiwanie, dla limerystów i dla samej bohaterki, że Pani Biolog została dosłownie z dnia na dzień wysłana na Zagraniczną Konferencję Naukową. Tematem konferencji miało być... wykorzystanie dronów w rolnictwie (między innymi). A że Pani Biolog, jak wiadomo, zajmuje się ostatnio krowami...

Tak, domyślacie się. Bartoszcze ogłosił pospolite ruszenie i rzucił hasło. Odzew był taki, jakby wszyscy chcieli na tę Konferencję podążyć (Italia wszak taka przyjemna), nikt nie lękał się trudnego rymu do słowa "Padwy", nawet jeśli rymował nie całkiem dokładnie.

Raz jeden włoski naukowiec z Padwy
Podglądać krowy dronem rad by,
Lecz dron był konstrukcji marnej
(Ze strefy postmilitarnej),
Miast krów podglądał więc pardwy.

Raz jeden włoski naukowiec z Padwy
Podglądać krowy dronem rad by,
Lecz mafiosi ci Włosi,
Więc usilnie się prosi
Żeby raczej pojechać nad Śniardwy! 

Raz jeden Włoch - naukowiec z Padwy
Podglądać krowy był dronem rad by.
W dronie go-pro osadził,
Jak wystrzelił, tak wsadził
tam gdzie słońce nie świeci już jakby... 

Raz jeden włoski naukowiec z Padwy
Podglądać krowy dronem rad by
W czas wypasu, udoju,
Seksu oraz uboju -
Gdyby dron przedwcześnie nie spadł był! 

Powyższe referaty przygotowali: Phoca, Immanuela, Łukasz oraz serdecznie witany w gronie Szymon Grzegorz.

Pozostałe referaty dnia innego nastąpią.

Idzie bakteria po drabinie...

lee-merrick

"Wszystko się zawsze z czymś jakoś zwiąże" (P. Coelho)

Jak zapewne pamiętacie, mieliśmy w limerykowaniu pewnego rodzaju... zboczenie biologiczne (najłatwiej sprawdzić po tagu "biologia"), ktorego jednym z ostatnich przejawów był pamiętny limeryk o bakteriach beztlenowych zwanych metanogenami (postronnym zaleca się zapoznanie, gdyż bez tego dzisiejsze utwory, i tak już dość hermetyczne, staną się całkiem prawie niezrozumiałe). Kiedy indziej zaś - niejako równolegle - tworzyliśmy o pani co stała na drabinie... i, tak jakoś niechcący, jedno nam się z drugim powiązało. 

Metanogeny w oborze w Raszynie
W skafandrach stały cicho na drabinie,
Jak raz do atmosfery
Emitując ce-ha-cztery -
Bo to wzór metanu, Dorotko, jest czy nie?

Metanogeny w oborze w Raszynie
W skafandrach stały cicho na drabinie.
"Już boli mnie głowa,
Ach, gdzież jest ta krowa!"
Wzdychały patrząc na zgniłe cukinie. 

Jeśli się zastanawiacie, na kogo skierować wzrok pełen... to na Immanuelę i na Bartoszcze.

PS Przepraszamy że one stoją, choć w tytule obiecywaliśmy ruch, ale statyczny tytuł byłby mniej chwytliwy.

Kubek w kubek

lee-merrick

Znana już czytelnikom bloga Pani Biolog pochwaliła się swoim nowym kubeczkiem ręcznie malowanym, na którym ktoś złośliwy nieco uwiecznił krowę (jako przedmiot Jej badań, na szczęście wizerunek dotyczy innego fragmentu krowy). No i nie trzeba było wiele, by ktoś wredny nieco podpuścił limerystów. 

Raz Dorocie po powrocie z Wołowa
Na kubeczku pojawiła się krowa.
Wyciągnęła jęzora
Udając potwora
Aż Dorotę rozbolała głowa.

Raz Dorocie po powrocie z Wołowa
Na kubeczku pojawiła się krowa.
"No jak żywa, ty patrz!
Ciekawe, jaki ma żwacz".
Bo to była taka pomoc naukowa.  

Podpuścić się dały Dodgers i Jehonala.

Tu z pewną taką nieśmiałością zamieścimy fragment nakubnego wizerunku krowy:

krowa kubkowa

Wołowa...

lee-merrick

Pora już późna, lecz mimo to powrócimy do odrobiny wykładu biologicznego. Otóż w tych eksplorowanych uprzednio częściach krów, wielbłądów i innych przeżuwaczy mieszkają inne, maciupcie żyjątka - bakterie beztlenowe, które z racji wydychanego przez siebie metanu zwie się metanogenami. Czasem i one zasługują na jedno, drugie i więcej spojrzeń.

Metanogenom z dolnośląskiego Wołowa
Marzyła się holsztyńska krowa
Lecz ktoś im narobił kłopotu
Wrzucił do ciekłego azotu
Z tej tragedii wyszła praca naukowa. 

Może nie o takim spojrzeniu marzyły, ale dziś to Dodgers rozdaje karty.

Pospieszna ognista kula

lee-merrick

Bohater dzisiejszej notki wymaga uprzedniego przedstawienia, i to całkiem niemałego, choć sam jest mały (jako archeobakteria). Najlepiej się czuje w temperaturze wrzącej wody (wtedy rozmnaża się w tempie raz na 37 minut), a kiedy otoczenie wystudzi się poniżej 70 stopni (Celsjusza, nie Fahrenheita), robi mu się całkiem zimno. I dogadaj się tu z takim co do wyjazdu na wakacje. 

W każdym razie Brezly doszedł do wniosku, że nasz (jego) mały bohater źle czułby się w realiach XXI wieku.

Pyrococcus Furiosus w podmorskim wulkanie
Co tydzień urządzać zwykł był sobie pranie.
"Prać w trzydziestu - niemiłe to chwile
Gdy ktoś jest, jak ja, hypertermofilem.
Pralka w lodówce - wymyślili to dranie!"

Ale może w suszarce mu lepiej.

Debiut pod pijanym wielbłądem

lee-merrick

Przedstawiając poprzednią porcję limeryków biologicznych, podpowiedziałem, że pojawił się tam punkt wyjścia do kolejnej limerycznej dygresji. Łosiu zasugerował, że wielbłądy uczestniczące w zabiegach czy też eksperymentach mogły być nietrzeźwe - no i nietrudno się domyślić, że wątek rozalkoholizowanych zwierzaków szybko zyskał na popularności.

Dwa pijane wielbłądy z Okęcia 
Serkiem topionym leczyły swe wzdęcia.
Wtem ekolog zza płotu wyskoczył, 
Krzycząc: "Normę tu pan przekroczył! 
Emisja gazów jest nie do przyjęcia!"

Dwa pijane wielbłądy z Okęcia 
Serkiem topionym leczyły swe wzdęcia. 
Lecz miast brzuchów powięzy 
garby im sie zaklęsły 
O skutku ubocznym nie mając pojęcia.

Powyższymi opowiastkami debiutuje dziś na blogu Pani Fiori. Inni dołączą następnym razem.

(muszę sprawdzić, czy gdzieś nie zapisałem jeszcze paru starszych opowiastek o pijanych zwierzakach)

Revenons a nos...

lee-merrick

Jak się zapewne domyślacie, dwie notki poświęcone nietypowym zabiegom zootechniczno-hydraulicznym, nie wyczerpały pokładów energii tkwiących w limerystach. Przy czym baranów* zupełnie nie było, cały potencjał poszedł w wielbłądy. Zwracam uwagę, że tym razem tak zwany lead** jest nieco inny.

Dama pewna, gdzie Odrzańskie Pracze,
Serem topionym zatykała żwacze.
Lecz skąd tu dromader,
Co ciała używa miast wiader,
Czy przyszedł on żreć wypełniacze?

Dama pewna, gdzie Odrzańskie Pracze,
Serem topionym zatykała żwacze.
Wielbłądy jednak pijane
Opierały się o ścianę
Hyc! Może marcepanem się uraczę.

Otwierającą frazę zaproponował Tutejszy, a dołączył Łosiu, który jest odpowiedzialny za.. kolejną dygresję, o której wkrótce.

*jak ktoś nie wie dlaczego, to niech wygugla tytuł notki
**fuj, stanowczo zbyt dużo ostatnio czytam żargonu dziennikarskiego

Z serem topionym wśród zwierząt

lee-merrick

Taa-aak. No więc jeśli ktoś pamięta niedawny wykład biologii, to... dobrze, bo się przyda, a kto nie pamięta lub jeszcze zgoła nie zna, niech idzie przeczytać, żeby nie siedział ciemny jak tabaka w rogu. 

W każdym razie była taka sytuacja, że debatowaliśmy nad wielofunkcyjnością sera topionego (w opakowaniu lub bez), i - poniekąd na cześć Pani Biolog i jej ostatnich prac badawczych (nie wyciągajcie zbyt daleko idących wniosków co do ich przedmiotu) - ktoś zaproponował wykorzystanie sera topionego do zatykania żwacza u jakiegoś przeżuwacza. Po paru fachowych uwagach Pani Biolog zebrało nam się.. no właśnie, na rymowanie.

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz.
Mimo jej wysiłków 
Ciągle gdzieś przy tyłku
Szczelina pozostawała acz.

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz.
"Ej, tak zatykać księgi*
Mniej by było mitręgi
A tak tyram, no patrz pan, no patrz..."

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz
Swoim dromaderom.
Aż rzekły: "Ty cholero
Odpierniczyć od nas się racz!"**

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz,
Lecz krowa z limeryka
Topionego sera unika.
Damo miła, lepiej za łąką jakąś patrz.

Pewna dama z Odrzańskich Pracz
Serem topionym zatykała żwacz.
Spytała wiec przyjaciela,
Jak serem zapychać camela -
By nie miał ochoty na płacz.

Zwierzętami zajmowali się kolejno: Bartoszcze, Brezly, Immanuela, Łosiu i witany serdecznie na blogu Tutejszy.

*osoba, która mimo wszystko nie przeczytała wykładu, jest proszona o udanie się do sali 325... do poprzedniej notki, bo nie zrozumie - chyba że jest biologicznie kształcona
**widocznie ser był jakiś nie całkiem, bo dromadery na co dzień są bardzo grzecznymi i dobrze wychowanymi zwierzętami 

© Limeryknięcia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci