Menu

Limeryknięcia

czyli wiadomości z Królestwa Limerick

Wpisy otagowane : absurdalnie

Marcowy Coelho, nieco tylko przeciągnięty

lee-merrick

Właśnie przeczytaliśmy, że jakieś wydawnictwo ma wydać nową książkę* Mistrza Pawła** i uświadomiliśmy sobie, że wskutek przerwy technicznej i logistycznej nie opublikowaliśmy na blogu comiesięcznych rozważań nad twórczością Mistrza. Przyjmijmy, że marzec się właściwie jeszcze nie skończył... (pogoda też zresztą dziś marcowa) ...i sięgnijmy do tematów nawiązujących do świeżo zakończonych świąt wielkanocnych.

Paulo Coelho w gospodzie w Lens
zamówił sobie raz "sztukamięs"
(gustuje w mięsie).
Po pierwszym kęsie
rzekł: "Tylko mistrz może utracić sens". /Ewa Gulczyńska/

Coelho mądry niesłychanie
rozważał podczas świąt pytanie:
Czy troszkę jadła
przyczynia sadła?”
i zmieniał zdanie z każdym daniem. /Rafał Rosół/

*książka ma się nazywać "Chemik" i być prequelem "Alchemika"
**Paolo Coelho, czyt. Paweł Królik

Bilbao, ach Bilbao

lee-merrick

Czasem człowieka tak najdzie, że uch! Trafi się jakiś taki rym,pomysł, koncepcja, a jak już chwyci,to puścić nie chce, a co gorsza: zaraża jak jakieś zombi (pamiętacie cykl halloweenowy? wróci długo przed listopadem). Dziś przytoczymy małe wariactwo będące następstwem takiego oto limeryka Ryszarda Błaża:

Jedna baba, bodajże w Bilbao,
nieustannie podlewa i dba o
wielkie dwa baobaby.
I dba, by były baby.
To za mało, gdy oba są bao.

No, i poleciało z tym Bilbao.

Inna baba też właśnie z Bilbao
piła dużo ognistej H2O.
Po niej zaś wiele razy
przekręcała wyrazy
i na "boa" mówiła "ten bao". /Magda Bas/

Pewien major, chyba z Bilbao,
Bab zaliczył co najmniej baon*.
Chociaż jego podwładne
Czasem były nieładne,
W zaliczaniu sukcesy ma on. /Krzysztof Smyk/

Raz agent na wczasach w Bilbao
Udawał hobbita Bilba o
Poranku, a nocą
Podjeżdżał karocą
I mówił: "Jestem Bill. Bill Bao." /BW/

Dilerem był Bill pod Bilbao
i ciągle się diler Bill bał o
dwie rzeczy. Czy dil
się uda i Bill
przeżyje i wyjdzie zeń cało /Adam Gwara/

*baon - dla młodzieży i pacyfistów: batalion, czyli ładnych parę setek

Na wysokiej stopie

lee-merrick

Tak się złożyło, że wczoraj nieco się zaniedbaliśmy... nieważne dlaczego. Mamy leciutkie wyrzuty sumienia i dlatego w ramach malutkiej ekspiacji dziś opublikujemy dużo limeryków. To znaczy kilka. Czyli trzy, ale za to na naprawdę wysokiej stopie... Absurd wcielony.

Pewna pani, co mieszka na Bali,
ma pięć stóp i do tego sześć cali.
Twierdzi ona, że cale
nie przydają się wcale,
bardzo sobie za to stopy chwali.  /Ryszard Błaż/

Taki facet żył w gminie Zabuże,
co miał stopy o dużo za duże
i gdy stąpał, te stopy
ryły w ziemi okopy,
że się takim przykładem posłużę. /Adam Gwara/

Pewien pan, chyba spod Babimostu,
niezwykłego naprawdę jest wzrostu.
Gdy tę liczbę pomnoży
ktoś przez ilość naroży
w ośmiokątach dwóch, będzie miał sto stóp. /Ryszard Błaż/

Niestraszny mu wiatr

lee-merrick

Za oknem ponuro, ciemne chmury po niebie pędzą, gonione wściekłym wiatrem. Gdyby człowiek miał wyjść na dwór, bałby się że wiatr go porwie lub przewróci, jeśli nie ma dość wagi własnej...

O problemach związanych z dietą już tu na blogu kilka razy było, ale takiego przypadku, na jaki natrafił Adam Gwara, to najstarsi limeryści nie pamiętają. Ciekawe, czy w Łazach wieje...

Pewien pan, co w miasteczku żył Łazy
utył tak, że bez żadnej obrazy
już nie mieścił się w windzie.
Jeździł więc kiedy indziej
i zabierał się nią na dwa razy.

Limerwocky

lee-merrick

Staramy się tu na blogu dbać o jaką taką apolityczność, gdyż nic bardziej nie psuje nastroju niż zupełnie niepotrzebne animozje na tle politycznym (może nieudany limeryk bardziej). Dziś zastanawiając się nad wyborem utworu do publikacji, mieliśmy więc problem, bo co ładny limeryk nam spasował, to gdzieś tam z kącika chochlik wyzierał "akuku, a tu można podtekst..." 

Koniec końców zdecydowaliśmy się na limeryk zainspirowany "Jabberwocky" Lewisa Carrolla (jak ktoś kojarzy czyim tłumaczeniem, niech powie lub zamilknie na czas dowolny). Limerystka Immanuela przedstawia:

Raz poetol wychlupny z Myszydła
Graśnie wrzucał na papier wierszydła
Wybrzdęknęło i skrzepło
Kałamarzem go ciepło
Nieszczaśliwy zerk w stronę mydła.

Bnińskie amory czyli z wieży Bąbel

lee-merrick

Pora wciąż letnia, kanikuła męczy, wspomnienie urlopu gryzie - a tych, co wciąż przed urlopem, oczekiwanie prowadzi w stany jeszcze bardziej skrajne. Z tego względu opowieść o nerwowych przygotowaniach do urlopu z silnym udziałem folii do pakowania, rozwinęła się w abstrakcyjno-surrealistyczną dyskusję, która zakończyła się... no jasne, Wyzwaniem rzuconym przez Immanuelę. Wyzwanie, dodajmy zbędnie, zostało ochoczo podjęte.

Pewien rycerz na wieży Bąbel w Bninie
w zafoliowanej się kochał dziewczynie
"Tak owinięta bąblami
Tyś piękna jak origami"
Nie minie mu nawet jak ją odwinie.

Pewien rycerz na wieży Bąbel w Bninie
w zafoliowanej się kochał dziewczynie.
Czule nią szeleścił,
tu naciągł, tam popieścił.
„Luba ma, za twe folio niech zginę!”. 

Pewien rycerz na wieży Bąbel w Bninie
W zafoliowanej się kochał dziewczynie
Jął ściskać babelki
Ich właścicielki
A ona z furią: Ty grubianinie!

Pewien rycerz na wieży Bąbel w Bninie
w zafoliowanej się kochał dziewczynie.
Podszedł do tego praktycznie:
„Jest ładnie i higienicznie,
a i popstrykać jest miło, tak czy nie?”.

Pewien rycerz na wieży Bąbel w Bninie
w zafoliowanej się kochał dziewczynie.
tak ponętna w folijach
cudna niczym lelija
miłość nigdy Rycerzu nie minie

Trubadurzyli kolejno: Brezly, Jehonala, Immanuela, Jehonala (znów - ale to w sumie jej opowieść była) i Słoneczko. 

A Bnin to część Kórnika (niegdyś wieś, a jeszcze bardziej niegdyś miasto), prawie-że miejsce urodzenia Poetki Limerystki Wisławy. To żebyście nie musieli guglać, drodzy czytelnicy.

© Limeryknięcia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci