Menu

Limeryknięcia

czyli wiadomości z Królestwa Limerick

Wpisy otagowane : agwara

A w niedzielę ślub w kościele...

lee-merrick

Bywalcy ślubów może się skrzywią i powiedzą, że ślub to raczej w sobotę, żeby wesele mogło sobie całą noc do rana, a rano... poprawiny lub otrzeźwiny. Przyznajemy: po prostu musieliśmy jakoś zacząć, żeby tych parę linijek wstępu zrobić, a teraz najwyższa pora na autentyczny niedzielny limeryk Adama Gwary, ze ślubem w tle...

Kanibalka w Zachodniej Afryce
od ołtarza uciekła w panice,
kiedy wyznał jej Ali,
gdy się lepiej poznali,
że go kręcą surowi rodzice.

Raz do koła?

lee-merrick

I znów nastał piątek... Cóż tu robić w piątek wieczorem? Bawić się w kółeczku? Napisać limeryk? Poczytać limeryki? Opublikować limeryk? A, piątkowa Tradycja! No to już, świeży piątkowy limeryk. Adam Gwara go... wykuł. 

Koło Młodych Poetów z Rewala
zapytało uprzejmie kowala,
czy nie zechciałby kowal
zmienić koła im w owal.
Forma koła ich nie zadowala.

 

Dzień Teściowej

lee-merrick

Tak naprawdę to nie wiemy kiedy jest (pewnie jest i gdyby pogrzebać wyszukiwarką, to byśmy to ustalili). Odwołamy się jednak do sztampowej przeróbki starych żartów i przyjmiemy że Dzień Teściowej przypada w dniu, w którym teściowa in spe staje się teściową. A ponieważ ktoś na Fabryce właśnie dostąpił tego zaszczytu to zebrała się wiązanka okolicznościowych limeryków...

Myśli młoda teściowa z Kijowa:
"Apetyczna ta córki połowa,
A mój mąż na tej rencie..."
Prawie jak w "Absolwencie".
Atmosfera już w domu niezdrowa. /BW/

Zięciu! - rzekła teściowa z Swarzędza -
siedem razy wzywałeś już księdza,
odkąd katar mnie złapał.
Bardzo cenię twój zapał,
lecz nie lubię, gdy ktoś mnie popędza. /Adam Gwara/

Wiozło raz pogotowie gdzieś w Kątach
zięcia wczoraj za 10 dziesiąta.
Bo teściowej się musiał
głupio spytać: "Mamusia
odlatuje na miotle, czy sprząta"? /Magda Bas/

Wania jeździć nie chce do Kijowa, 
chociaż mieszka tam jego teściowa.
Wciąż się z Lubą wykłóca.
Mówi jej, że na płuca
atmosfera mu szkodzi kijowa. /Ryszard Błaż/

Teściowej życzymy... wszystkiego najlepszego!

Grube

lee-merrick

Powracamy do naszej ulubionej (ulubionej przez limerystów) tematyki związanej z wagą i/lub odchudzaniem. Dziś wstrząsającą historię nieczułego... (a nie, bez zdradzania szczegółów) opisuje Adam Gwara.

Denerwuje się Clara w Bonito,
bo powiedział jej trener Carlito,
że pomimo treningu,
diety, oraz joggingu,
w dalszym ciągu ma grube jelito.

Niedzielnie

lee-merrick

theduet1937

Dziś będzie trochę nietypowo (jak widać powyżej). Mamy bowiem niedzielę i limeryk z udziałem modlitwy, ale to nie z tego powodu go przede wszystkim publikujemy. Powyższym obrazkiem ilustrujemy limeryk, w którym Adam Gwara (Adamie, bez fałszywej skromności) wyraził czystą formę (i w odróżnieniu od bohatera, wypełnił ją talentem). 

Pewien malarz tak modlił się w Hawrze:
"Chcę malować jak Braque! Boże sprawże
bym świat zawarł jak Braque
w czystej formie!" Lecz brak
mu talentu, więc raczej nie zawrze...

(zdjęcie obrazu Braque'a "Duet" pożyczyliśmy z bloga ArtSunday)

Maltańczyk

lee-merrick

Możecie nie wierzyć własnym oczom, ale to prawda: publikujemy wpisy dzień po dniu. Po części dlatego, że zebraliśmy minimum motywacji i planowania. Po części dlatego, że to piątek, a w piątek mamy na dodatek Tradycję, i zgodnie z Tradycją publikujemy piątkowy w charakterze (bo nie pamiętamy kiedy napisany) limeryk Adama Gwary. Oklaski! 

Mieszka pewien Nikodem na Malcie,
który latem przechadza się w palcie
nic nie mając pod spodem.
Czy ma zdjąć je Nikodem
między sobą, dziewczyny, ustalcie...

Nie pędźcie byście nie...

lee-merrick

Akuku! Jesteśmy! I wiecie co to za dzień? Piątek. A jak piątek, to Tradycja. Czy może być lepszy dzień na powrót, niż piątek z tradycyjnym limerykiem Adama Gwary? (Jeśli tak, to zapiszemy wymówkę na przyszłość) Zwłaszcza że mamy prawie świeżutki (z tego tygodnia) limeryk Adama Gwary.To pędzimy z nim!

Nie wiadomo jak trafił pod Tampę
pewien gaucho, co pędził przez pampę.
Identycznie, jak z gauchem,
było z bacą pod Wałczem.
Od pędzenia miał coś z hipokampem

Baca pod Wałczem? OK.

Powrót tradycji

lee-merrick

Jak powszechnie wiadomo, tradycja dobrem jestem, należy o nią dbać, czy pradawna, czy trochę młodsza. Tu na blogu historia oczywiście bardzo daleko nie sięga, ale własnej małej tradycji też się swego czasu dorobiliśmy (i nawet już zdążyliśmy ją zaniedbać). Z tym większą radością dziś dopełniamy piątkowej tradycji leciutkiego limeryka i to prosto od Adama Gwary.

Jest pewien baca pod Reglami,
co chodzi latem spać z kurami.
Gadają owce w kierdlu,
że wyląduje w pierdlu.
Owce zazdrosne są czasami.

Wiosna, achże ty...

lee-merrick

No właśnie: wiosna, zieleń, maj, serce się rwie (dyplomatycznie nie pytajmy do kogo lub czego) - a tu za oknem przymrozki i śniegi (gdzieniegdzie, acz w licznych miejscach Polski). Jak żyć, kiedy natura cała pobudzona? Nie mamy na to jednoznacznej odpowiedzi, aczkolwiek patrząc na to co układają właśnie limeryści, to ta wiosna aż się kłębi w organizmach.

Dysponował pan pewien nad Sanem
tak niezwykłym i prężnym organem,
że Bank Stanley & Morgan
inwestował w ten organ,
wiążąc wzrostu potencjał z tym panem. /Adam Gwara/

Kiedy viagrę w pobliżu Sewilli
roztrzepani turyści zgubili,
ślimak zaraz przeleciał
żółwia, psa oraz ciecia.
Teraz szuka podobno Godzilli. /Ryszard Błaż/

Chyba zapomnieliśmy zamieścić na wstępie ostrzeżenie, że to niekoniecznie dla dzieci... to przez tę wiosnę. A dzieci niech się uczą (jak wygląda lekko pikantny limeryk).

Święta wagi ciężkiej

lee-merrick

Pamiętacie jeszcze Święta? Te wszystkie jajka, szynki, baby i mazurki? Złośliwi mówią, że Wasze wagi pamiętają aż za dobrze (jeśli tylko dać im szansę). Z jakiegoś powodu limeryści do zagadnień związanych z wagą ciała przywiązują dużą wagę (kiedyś wszystkie wagowe limeryki oznaczymy osobnym tagiem, ale jeszcze nie dziś), zobaczcie zresztą sami.

Do airbusa rzekł boeing pod Luton:
"Właśnie miałem odlecieć z Danutą
i jej mamą do Łodzi,
ale na to wychodzi,
że udźwigu brakuje mi dwu ton." /Adam Gwara/

Uporała się pod Barceloną
pani już z czekoladą święconą
i znalazła odwagę,
by wejść w końcu na wagę.
A przynajmniej ma minę zwarzoną. /Ryszard Błaż/

Pani Gienia z ulicy Montwiłła
tak okropnie przez święta utyła,
że gdy trzej dżentelmeni
ustąpili tej Gieni
miejsca w metrze, to się nie zmieściła. /Adam Gwara/

© Limeryknięcia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci