Menu

Limeryknięcia

czyli wiadomości z Królestwa Limerick

Wpisy otagowane : esijka

Być, nie być. Na motywach Hamleta (akt trzeci)

lee-merrick

Szekspir jest ponadczasowy. Można go czytać (i wystawiać) nabożnie, można zaś kreatywnie. Limeryzacja Hamleta wydaje nam się mocno kreatywna, dlatego się nią chwalimy. Mamy jednak wrażenie, że zrobiło się tak nowocześnie, że odlecieli(śmy) od czasu, miejsca i akcji, dlatego pod koniec nastąpi...

Hoży książę, co żył w Elsynorze,
z dnia na dzień czuł się chorzej i chorzej.
Tutaj podam przyczyny:
on na widok dziewczyny
wpadał w szał. A im hoższa, tym gorzej. /Magda Bas/

Być czy nie być (to wciąż w Elsynorze)
Wybrać Hamlet zupełnie nie może.
Mogłby spytać upiora
(Bo Ofelia coś chora?),
Lecz za bardzo dziś piździ na dworze. /Marta Andersson/

 Rankiem książę, co żył w Elsynorze,
nocy sobie przypomnieć nie może.
Czy do ręki brał czaszki?
Denaturat pił z flaszki?
Szekspir pisał coś o nim? O, Boże… /Ryszard Błaż/

Pewien żul wciąż chichrał w Karlskronie
szczęśliwy, bo mieszkał w kartonie.
Tanim winem się krzepił,
potem "Pił, albo nie pił"
Żył z Opieki??....ooo! Co to to nie! /Elżbieta Sijka/

... kurtyna

 

O miłości lepiej mów, Paolo

lee-merrick

Paolo Coelho to Portugalczyk. A Portugalczyk, jak wiadomo, jak nóż bezlitosny, rozkocha dziewczęta i... tyle po miłości. O miłości za to Paolo pisze przekonująco, przynajmniej limeryści nie mają co do tego najmniejszych wątpliwości, i właśnie miłości poświęcamy majowy kącik z Paolo

A Paulo Coelho z Bogoty,
do narkomanki miewał ciągoty.
Gdy w poniedziałki
nosił jej działki,
gderał, że "Miłość jest jak narkotyk"  /Elżbieta Sijka/

Szedł Coelho chodnikiem w Pakości
i roztrząsał myśl o zawiłości
absolutnie bez granic:
Pakość „kocha się za nic.
Nie istnieje powód do miłości.” /Ryszard Błaż/

 

Rozczarowanie...

lee-merrick

 

Tak to jest w życiu: ludzie mają takie dobre chęci, a potem wychodzi jak zwykle. Czyli prawie tak jak miało być, a szczegóły się prowizorycznie dopasuje. Smutną (?) historię pewnego małżeństwa opisała nam Elżbieta Sijka. 

W rocznicę ślubu Antek w Pasłęku
zakupił prezent. Ot... pełen wdzięku
stary zegarek swej Lodzi.
Szkoda, że antyk nie chodzi.
Trudno, będzie go nosić na ręku.

Walentynki żarłoczne

lee-merrick

Dwudziesta trzecia. Dobra pora, żeby opublikować coś dla dorrrosłych, a nie dla dzieci... Będzie więc specjalny wątek walentynkowy z blondynką, tylko miłości w nim niewiele (ale po dwóch dniach po to już można, choćby dla odtrutki). Jeśli ktoś ma pretensje o stereotyp blondynki, to Elżbieta Sijka stanowczo je odrzuca. 

W Walentynki kanibal z wsi Kęty,
zjadł blondynę. Aż poszło mu w pięty,
gdyż nie musiał ten cieć,
mózgu przecież jej żreć.
I w rozwoju jest teraz cofnięty.

Mordercze instynkty

lee-merrick

Poprzednio opisywaliśmy... próbę morderstwa taką. Tekst chyba trochę zainspirował wtedy Annę Skorupską, bo napisała uroczy, pełen emocji limeryk, w którym morderca odgrywał bardzo istotną rolę. A kiedy już napisała i podzieliła się z innymi limerystami "na Fabryce", to zaraz pojawił się cały cykl nawiązujący. No to teraz zostawimy Państwa z rozmaitymi takimi...

Przerażonej kobiecie gdzieś w Kielcach
w głowie huczy szalony puls serca,
na granicy jest szoku,
bo ktoś czai się w mroku,
a to przecież jest tylko morderca. /Anna Skorupska/

Sygnaturka z pięknego Liberca
zakochała się w dzwonie bez serca
beznadziejnie. On do niej
nigdy już nie zadzwoni,
bo mu serce skradł złomiarz -morderca. /Adam Gwara/

Raz biedna rencistka spod Grójca
zasłabła, gdy wsypała swój ca-
ły zapas cukru
prosto do lukru.
Wszak cukier to cichy zabójca. /BW/

Na cmentarzu dziś koło Koryta,
z przerażenia blond drze się Edyta.
-"Co za ulga", gdy zdzira
kły ma w szyi... wampira,
-"bom myślała już, że to bandyta" /Elżbieta Sijka/

W Montrealu żyje się tanio

lee-merrick

Skąd to wiadomo? Bo mieszka tam Szkot. A Szkot, jak wiadomo, do oszczędnych należy, więc gdyby w Montrealu życie było drogie, to przecież dobrowolnie by tam nie mieszkał, prawda?

A skąd wiadomo, że w Montrealu żyje Szkot? Bo Elżbieta Sijka tak napisała w limeryku, to przecież wierzymy na słowo, prawda?

Spadając z dachu Szkot w Montrealu,
krzyczał ostatkiem sił żonie:- "Aluu!
W lodówce masz dwa banany,
dziś jestem ciut zaalaataanyyy!
A obiadek to zjem se w szpitaluuu!"

 

Nie wierz nigdy... ogłoszeniu

lee-merrick

Korzystają Państwo z ogłoszeń? Trudno się oprzeć wrażeniu, że im ładniejsze ogłoszenie, tym bardziej podejrzane. Jak piszą, że autko prawie nówka, to może nawet nie jest po kasacji i odbudowie. Jak piszą, że uroczy dom w cichej okolicy, to może znaczyć, że jednak nie ma przegniłych ze starości podłóg i że nie zaczną za chwilę budowy stacji benzynowej za płotem. Mało wiary w ludzi? Może. Samemu proszę zdecydować, do jakiej kategorii zaliczyć przypadek ogłoszenia, jakie znalazła i opisała Elżbieta Sijka.

Pewien pan raz ogłoszenie dał w Jałcie,
napisał w nim: - "Wprawię kobieto w szał cię!"
Bo fakt, wszystkie prawie kobiety
chcą dom i samochód niestety.
Spełniał oba kryteria - mieszkał w aucie.

Niektórym zimno nie przeszkadza

lee-merrick

Zimno coś ostatnio, termometr pokazywał nawet i temperatury ujemnie dwucyfrowe (może nie wszędzie, ale w wielu miejscach także w dzień). Niektórzy w taką pogodę wolą nie wychodzić z domu i wyczekiwać odwilży, inni idą pospacerować po zamarzniętym stawie czy rzece. Mogą też istnieć zupełnie oryginalne motywacje - o takiej słyszała na przykład Elżbieta Sijka.

Prasa podała z mroźnych Szombierek:
"Babcia odziana jedynie w sweterek,
bez majtek wylazła w mróz!"
Jest wniebowzięta. No cóż,
tylko on podszczypuje w kuperek.

Wolimy nie myśleć co w takiej sytuacji robi ten pan.

Niepechowego nowego roku

lee-merrick

Szczęście to, jak wiadomo, pojęcie względne. Czasem wystarczy, żeby człowieka omijał pech, i już będzie to forma szczęścia (w jakichś życzeniach wyczytaliśmy wczoraj, że zdrowie to nie wszystko, bo na Titanicu w zasadzie wszyscy byli zdrowi...). "Szczęśliwego Nowego Roku" może więc równie dobrze oznaczać "żeby Was pech omijał", bez względu na przesądy. Bo, jak rzecze Elżbieta Sijka:

Boi się pecha chłop ze Skępego,
bo jest trochę taki...nie ten tego.
Dziś się burzy jak wrzątek,
że Rok Nowy jest w piątek
o rany!.......Oby nie trzynastego.

Czy strzelać w Sylwestra?

lee-merrick

Dziś Sylwester. Wiadomo, co ze sobą niesie: siedzenie do późna w noc (w zależności od tego jakie kto ma plany - do północy, do północy ze sporym okładem bądź do świtu, choć ten późno będzie jednakowoż), alkohol z bąbelkami i bez, balony, konfetti, tańce, hulanki, swawole, telewizja. I strzelanie fajerwerkami, po północy lub przed. I o fajerwerkach opowiada nam dziś Elżbieta Sijka.

Lubił rozrywki Jean Paul z Dunkierki,
kupił więc race i fajerwerki.
Się rozerwał, nie powiem
dziury dwie robiąc w głowie,
w kosmos zaś poszły szkity i nerki.

"Szkity" to po poznańsku nogi, gdyby ktoś nie wiedział. 

Życząc wszystkim już teraz wszystkiego najlepszego (limerystom oczywiście pomysłów na pięciowersy, rymów nie zabraknie) w Nowym Roku 2016 oraz mile spędzonego wieczoru, redakcja żegna stary rok poniższym komunikatem:

nie-strzelaj

© Limeryknięcia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci